Zamki z piasku, Albigensi i katedra w Albi

Wakacyjne wędrówki po Europie po raz kolejny zawiodły mnie do kraju Albigensów, zwanych również Katarami. Moja fascynacja ich kulturą, filozofią, burzliwymi dziejami i wpływem jaki wywarli na losy regionu, trwa już ponad 20 lat.

W początkach września 1997 roku po raz pierwszy odwiedziłam Langwedocję. Kryterium wyboru kierunku podróży stanowiły: ciepły klimat z dostępem do morza, dostatek wina oraz zabytków, szczególnie świątyń i zamków, które namiętnie pochłaniałam i nadal pochłaniam. Padło na południową Francję, gdzie dotarliśmy po 20 godzinach morderczej jazdy przez upalną Europę, w samochodzie bez klimatyzacji i nawigacji, za to z dwójką małych dzieci! Dziś z wielką nostalgią wspominam ten wyczyn!

Zacznę jednak od końca, czyli od tegorocznej podróży do południowej Francji i wizyty w katedrze św. Cecylii w Albi. Katedra w Albi to budowla absolutnie wyjątkowa! Monstrum wzniesione z cegły w kolorze piaskowca jest niemal pozbawione okien a te nieliczne znajdują się wysoko nad ziemią. Masywna bryła bez dekoracji bardziej przypomina warowną twierdzę niż świątynię. Budowę katedry rozpoczęto w roku 1282 i miała być symbolem zwycięstwa Kościoła Katolickiego nad herezją Albigensów. Ten potężny budynek to właściwie jedno wnętrze o wymiarach 100 x 30 m (wymiary zewnętrzne są jeszcze większe: 113,5 x 35m) i wysokości 40 m. Bryłę uzupełnia wieża o wysokości 78 m oraz dobudowany znacznie później, bogato dekorowany maswerkami, boczny portal wejściowy. Patrząc na plan budowli widzimy charakterystyczną dla gotyckich katedr „ażurową” konstrukcję opartą o system słupów i zamykających przestrzeń między nimi, ścian. Słupy są tak ogromne, że przestrzenie pomiędzy nimi tworzą wieniec kaplic bocznych otaczających całe jednonawowe wnętrze katedry. Na słupach oparte są sklepienia o konstrukcji krzyżowo-żebrowej. Z zewnątrz przykryto je płaskim dachem co czyni bryłę tej świątyni tak różną od strzelistych form powszechnie kojarzonych gotyckich świątyń.

IMG_5226     IMG_5235

Katedra św. Cecylii w Albi, Francja

Dzień, w którym ujrzałam katedrę w Albi był wyjątkowo gorący. Temperatura w końcu czerwca 2019 roku dochodziła na tym obszarze do 46 stopni Celsjusza i była najwyższa, odkąd prowadzone są pomiary (jednocześnie media donosiły o protestach francuskich ekologów w i brutalnym tłumieniu ich przez policję przy użyciu gazu pieprzowego!). Patrzyłam oniemiała na wieżę katedry strzelającą ku niebu na   80 metrów. Zadzierając głowę do góry, ku gzymsom, miałam wrażenie, że falują w rozgrzanym powietrzu a śmigające na tle pobielałego od upału nieba jeżyki, z krzykiem ostrzegały przed jakimś niebezpieczeństwem. Trzeba było natychmiast schronić się we wnętrzu tego ceglanego monstrum!

Nikt kto ogląda budynek z zewnątrz nie może być przygotowany na to co zobaczy w środku. Portal wejściowy jest jak portal do innego wymiaru. Pierwszym cudownym wrażeniem w ten upalny dzień był przyjemny chłód i półmrok wnętrza. A potem nastąpiła eksplozja barw! Każdy centymetr kwadratowy tego ogromnego wnętrza pokryty jest wspaniałymi freskami, o żywych barwach, bogatych wzorach i pięknych złoceniach. Zaskakuje też renesansowy charakter malowideł i ich wysoki poziom artystyczny. Scena sądu ostatecznego (prawdopodobnie najstarszy zachowany obraz o tej tematyce) przywodzi na myśl freski Vasariego z postaciami spadającymi głową na dół w odmęty piekielne oraz obrazy Boscha z krwiożerczymi kreaturami szarpiącymi ciała potępionych. Każda kaplica, każdy fragment sklepienia, każdy filar, pokryte są różnorodnymi motywami geometrycznymi i roślinnymi, wizerunkami świętych i scenami ze Starego i Nowego Testamentu. Mówi się, że katedrę można czytać jak księgę. Wewnątrz wybudowano wspaniały kamienny chór dekorowany bogato rzeźbionymi maswerkami i figurami świętych. Prace malarskie w katedrze przeprowadzono w zawrotnym tempie między 1509 a 1512 rokiem, zaangażowano kilkudziesięciu znakomitych mistrzów z Italii, którzy pokryli malowidłami 18.500 m2. To co jest zdumiewające, ich freski przetrwały do dziś bez żadnych prac konserwatorskich, zachowując świeżość barw!

Wnętrze katedry św. Cecylii w Albi, Francja

20 lat temu, w czasie tamtego, pierwszego pobytu na południu Francji nie dotarliśmy jednak do Albi. Całą naszą uwagę pochłonęły zamki katarskie i historia zagłady Albigensów.

Jako młodzi rodzice sprawiedliwie dzieliliśmy wakacyjne dni na plażowe przedpołudnia, sjestę i popołudniowe zwiedzanie. Piękne, szerokie i niemal puste plaże w okolicach Perpignan zachęcały do budowy zamków z piasku. Dzieci jednak nigdy wcześniej nie widziały prawdziwego, średniowiecznego zamku i trzeba to było natychmiast nadrobić. Ruszyliśmy więc oglądać okoliczne zamki: Queribus, Peyrepertus i Aguilar. Każdy z tych zamków to wyprawa pod górę po kamienistych ścieżkach wiodących przez huczące od owadów zarośla. Każdy, według strategicznej koncepcji, znajduje się w zasięgu wzroku dwóch innych, tak by sygnał o zagrożeniu mógł być przekazany do najdalszych rubieży. Potężne wieże, grube mury nad skalnymi przepaściami, wiatr świszczący między kamieniami, surowość architektury ubogiej w dekoracje a jednocześnie niebywale przemyślanej pod kątem przetrwania w najsurowszych warunkach! Zamki udostępnione są zwiedzającym jako tzw. trwałe ruiny. Trudno orzec czy jest to przemyślana koncepcja czy brak środków na odbudowę. Wierzę, że to pierwsze.

Zamki Albigensów (Katarów) w południowej Francji

W czasie studiów miałam zajęcia z Waldemarem Łysiakiem, architektem, historykiem sztuki, pisarzem, publicystą, znawcą tematyki napoleońskiej i wspaniałym erudytą (a prywatnie, niestety, zajadłym szowinistą). Dostaliśmy zadanie z dziedziny renowacji zabytków (rzecz dotyczyła Zachęty), a przy okazji rozważaliśmy zasadność wszelkich odbudów obiektów historycznych. Były to burzliwe dyskusje, w wyniku których nie udało się jednak sformułować uniwersalnego rozwiązania. Podobnie jest z tymi średniowiecznymi zamkami. Mnie wystarcza obrys murów, nikłe otwory po nieistniejących belkach stropowych, czy ślady po biegnących ku górze kominach, żeby odtworzyć w wyobraźni całość budowli i życie jej mieszkańców. Dlatego wolę ruiny. Jednak rekonstrukcje, z atrapami katapult na murach, z paleniskiem w kuchni, czy beczkami wina w spiżarni też mają sens i uczą więcej niż szkolne podręczniki.

Czytając dzieje kolejnych zamków, wkraczaliśmy jednocześnie do świata niewyobrażalnego okrucieństwa, poznawaliśmy historię ludobójstwa, które wydarzyło się na tym terenie w początkach XIII wieku.

Obszar południowej Francji, rozciągający się między Pirenejami i Alpami od Morza Śródziemnego po Atlantyk był nazywany Oksytanią a jego mieszkańcy używali języka zwanego langue d’oc. O randze tego języka może świadczyć fakt, że stał się on powszechnie używanym w Europie językiem poezji a rozmawianie w nim należało do dobrego tonu wśród Francuskiej arystokracji. Dante Alighieri napisał fragment Boskiej Komedii w langue d’oc. Oksytania była krainą oświeconą, o dużej autonomii, otwartą na kontakty ze wschodem, tolerancyjną, dostatnią i spokojną. W odróżnieniu od pozostałych rejonów Francji, dużym szacunkiem cieszyli się tu Żydzi, którym pozwalano wykonywać zawody niedozwolone Żydom w innych częściach Europy (np. zawód medyka). Zasiadali oni również w Radach Miejskich. Kobiety także miały tu większe prawa a system władzy wykazywał wiele cech demokracji. Trudno dziś jednoznacznie ustalić, kiedy i za czyim pośrednictwem, dotarła do Oksytanii filozofia manichejska[1] ale trafiła tu na bardzo sprzyjający klimat i rozprzestrzeniła się we wszystkich klasach społecznych.

1

lewo: Papież Innocenty III ekskomunikuje Albigensów; prawo: krucjata przeciw Albigensom, źródło:http://www.bl.uk/catalogues/illuminatedmanuscripts/ILLUMIN.ASP?Size=mid&IllID=43733

Trudno też dziś powiedzieć, czy manicheizm stał się faktyczną religią południowej Francji, ale wiadomo na pewno, że ludność żyjąca według jego zaleceń odrzucała większość sakramentów ustanowionych przez Kościół Katolicki (spowiedź, małżeństwo), ustanowiła własną strukturę składającą się z wyznawców oraz tzw. Doskonałych, którzy wyzbywając się wszelkich dóbr, wiedli życie w czystości i ascezie. Sami siebie nazywali Katarami a Kościół Katolicki mianował ich Albigensami od miasta Albi gdzie znajdował się ich największy ośrodek.

Niestety niewiele zachowało się tekstów źródłowych, z których moglibyśmy dziś czerpać wiedzę o Albigensach i wyznawanej przez nich religii czy też, stosując nomenklaturę kościelną, herezji. To co wiemy, pochodzi głównie z dokumentów kościelnych a przede wszystkim przepastnych archiwów świętej Inkwizycji, którą papież Innocenty III powołał właśnie w celu eksterminacji wszystkich wyznawców i sympatyków wiary albigeńskiej (uważa się, że na terenie Oksytanii istniało równolegle kilka odłamów chrześcijaństwa: Katarzy, Waldensi, Manichejczycy – wszyscy jednak wyznawali poglądy dualistyczne i w kościelnych dokumentach nazywano ich Albigensami).

Zanim jednak Inkwizycja zaczęła siać grozę wśród mieszkańców Oksytanii, papież sprowadził na ten region kataklizm. W roku 1209 wezwał całą chrześcijańską Europę, a przede wszystkim władców północnej Francji, do świętej wojny przeciw Albigensom i ogłosił wielką bratobójczą krucjatę! W czasie trwającej 20 lat wojny zgładzono ludność głównych ośrodków albigeńskich, wycinając w pień wszystkich mieszkańców miast i miasteczek, nie bacząc na stan, płeć, wiek ani wyznanie. Bóg przecież rozpozna swoich…Tych, którym udało się przetrwać wojnę, tropiła i eliminowała Inkwizycja. W ten sposób cała kultura południowej Francji została starta z powierzchni ziemi, a jej osiągnięcia pogrzebane w niepamięci. Zwycięzca bierze wszystko, nawet historię.  A zwycięski Kościół zadbał, żeby pamięć o Albigensach zmętniała i stała się usprawiedliwieniem wielkich okrucieństw wobec nich poczynionych. Władcy południa utracili swoje ziemie na rzecz władców północy. Powstał nowy ład w tej części Europy a chrześcijaństwo zmieniło swoje oblicze.

Jako dowód triumfu Kościoła nad albigeńską herezją wzniesiono monstrualną katedrę w Albi. Zamki Albigensów stoją zrujnowane na szczytach wzgórz, które piły krew zarżniętych mieszczan, przyjęły prochy spalonych żywcem i wchłonęły soki zamurowanych na wieczność ofiar wielkiego lęku Kościoła przed tym co nowe i co mogłoby podważyć jego władzę nad światem i ludźmi.

****

Gdy tak stałam w katedrze w Albi, oniemiała i wzruszona, mieszały się we mnie uczucia zachwytu i wielkiego smutku i nie wiem czego było więcej. Tę katedrę wzniesiono na grobach miliona zamordowanych ludzi (w samym Beziers zabito 20 tys.); mieszczan, chłopów, rzemieślników, kobiet, starców i dzieci. Zginęli, bo odważyli się mieć własne zdanie, odrzucili rządy dusz i skomplikowane obrzędy, wierzyli, że dobry Bóg nie może odpowiadać za zło na świecie. To przecież tylko światopogląd, do którego ma prawo każdy wolny człowiek.

wakacje 2011 146

Beziers – miasto wielkiego ludobójstwa z początków XIII wieku

[1] Żyjący w III wieku n.e. babiloński filozof Mani, stworzył podwaliny nowej religii łączącej chrześcijaństwo z buddyzmem i zaratustrianizmem. Najważniejszym postulatem nowej religii miało być przeciwstawienie sobie dwóch sił rządzących Światem – Dobra i Zła skąd prowadziła prosta droga do uznania istnienia drugiej boskiej siły, odpowiedzialnej za całe zło i ukazania świata jako nieustannej walki między Bogiem a siłami zła.)

Autor tekstu: Olga Prokop-Miśniakiewicz © 2019,  treść objęta prawem autorskim, może być cytowana we fragmentach lub w całości pod warunkiem podania autora oraz źródła.

Autor fotografii: Autor: Olga Prokop-Miśniakiewicz © 2019,  objęte prawem autorskim, nie mogą być używane do żadnych celów


Jedna myśl w temacie “Zamki z piasku, Albigensi i katedra w Albi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s