Pragnienia duszy i potrzeby ciała

Öèôðîâàÿ ðåïðîäóêöèÿ íàõîäèòñÿ â èíòåðíåò-ìóçåå Gallerix.ru

Walka karnawału z postem, Pieter Bruegel Starszy, 1559, olej na desce, 118×164, Muzeum Historii Sztuki, Wiedeń

Wojna postu z karnawałem [1]

„Dusza moja – pragnie postu, ciało – karnawału”  Jacek Kaczmarski

Potrzeba tworzenia nie wiadomo skąd się bierze. Taka potrzeba gdy nie muszę tylko chcę. Bo przecież racjonalnie analizując nie muszę pisać, nie muszę malować, nie muszę dekorować pierniczków czy robić odlewów z betonu. Ja po prostu chcę to robić. Abraham Maslow[2] pewnie wysnułby stąd wniosek, że zaspokoiwszy swoje podstawowe potrzeby, takie jak odżywianie i rozmnażanie, poczułam potrzebę wyższego rzędu i zapragnęłam zrealizować się twórczo. Jak większość teorii, i ta mówiąca o piramidzie potrzeb[3], ma swoje słabe punkty. Słabym punktem tej teorii jest sam człowiek, który jakoś nie zawsze działa racjonalnie a wręcz często działa kompletnie irracjonalnie. Przez pamięć przetaczają mi się całe zastępy głodujących artystów, zamkniętych w getcie niezrozumienia, niedocenianych i odrzuconych ale również tych wepchniętych do więzień i obozów czy gnijących w okopach kolejnych wojen. A jednak tworzyli. Pisali poematy, rysowali, strugali figurki. A przecież nijak nie można podejrzewać, że mieli zaspokojone wszystkie potrzeby niższego rzędu i ta najwyższa, potrzeba samorealizacji, zalśniła nagle jak wypolerowany w kamieniu wierzchołek piramidy.

Na pytanie, skąd w ogóle bierze się potrzeba tworzenia, odpowiem prostym twierdzeniem: „nie wiem”, ale za to mogę powiedzieć skąd taka potrzeba bierze się u mnie. To wydaje się zdecydowanie prostsze, oparte na własnym doświadczeniu, bez angażowania żadnych teorii próbujących uogólniać zjawiska. Niestety, w tym miejscu zaprzeczanie teorii piramidy potrzeb Abrahama Masłowa, traci sens gdyż ja jestem akurat idealnym przykładem, który tę teorię potwierdza. Najedzona, rozmnożona, posiadająca dach nad głową i krąg przyjaciół, zapragnęłam samorealizacji. Ot taka potrzeba tworzenia, rozproszona i nie ukierunkowana. Czy jednak pojawiła się sama z siebie, byt z niebytu? Czy była tam zawsze, przejęta po przodkach razem z genami?  Tego prawdopodobnie nie dowiem się nigdy. Drzewo moje raczej pospolite, na niepewnej ziemi wzrastało. Nie sposób teraz prześledzić splątanych korzeni genealogicznych dalej wstecz niż o 100 lat a to raptem 3 może 4 pokolenia. Nie wiem zatem czy wśród moich antenatów był jakiś artysta, choćby wiejski grajek. Gdzieś tam w poszukiwaniach dobrnęłam do granicy istniejących śladów albo do granicy własnej determinacji w ich tropieniu.

To co wiem na pewno o sobie, to że lubię ponad wszystko dostarczać sobie przyjemności, ba, wręcz rozkoszy. Jednak dość wcześniej odkryłam, że permanentny stan przyjemności nie istnieje. Nie można przecież zjadać trzydziestej czekoladki z równą rozkoszą z jaką pochłaniało się pierwszą. Co więcej, im dłużej trwało wyczekiwanie na moment gdy słodycz rozleje się na języku, tym przyjemność stawała się większa. Dlatego, odkąd pamiętam, z początku intuicyjnie a później całkiem świadomie, utrudniałam sobie i wydłużałam drogę do upragnionego spełnienia. Oczywiście nie bez porażek i płynących stąd rozczarowań, które jednak upewniały mnie co do słuszności ogólnej zasady, według której funkcjonuje mój system dostarczania sobie przyjemności, czerpania z niej rozkoszy i spełnienia.

Rozglądając się po świecie dostrzegłam, że mój osobisty mikro-przepis na rozkosz, funkcjonuje w skali makro w każdej znanej mi kulturze. Okresy świętowania, zabaw i obżarstwa poprzedzane są okresami wyciszenia i powściągliwości. Przed Bożym Narodzeniem jest postna Wigilia, a przed każdym sobotnio-niedzielnym świętowaniem jest piątkowe spożywanie ryby. Oczywiście przy obecnej obfitości wszelkich pokarmów, zwykłe powstrzymanie się od spożycia mięsa, straciło swe pierwotne znaczenie. Wiele osób zresztą w ogóle nie je mięsa. Ryba natomiast stała się wykwintnym daniem świątecznym. Dlatego Ci, którzy chcą pościć w pierwotnym duchu tego rytuału, wyrzekają się nie tyle samego mięsa co nadmiernej konsumpcji oraz wszelkich używek. A im bardziej konsekwentni są w swym wyrzeczeniu, z tym większą przyjemnością witają koniec postu.

Moje Karnawały i Posty nie są związane z odżywianiem i nie dotyczą religijnych rytuałów. Oczywiście, by tradycji stało się zadość,  głoduję przed wigilijną wieczerzą i przed wielkanocnym śniadaniem. Jednak mój Post to czas ciężkiej pracy, zmagania się z własną niewiedzą, z własnymi ograniczeniami. Mój Post to odrzucanie dróg na skróty i łatwych rozwiązań, to nieraz też rezygnacja z czyjejś pomocy czy duchowe samobiczowanie. Wszystko po to, żeby raz na jakiś czas poczuć radość ze zrobienia kolejnego kroku na obranej drodze i zakosztować rozkoszy spełnienia. Ta krótkotrwała euforia to mój Karnawał, moje duchowe obżarstwo i opilstwo.

Ludzie tworzą z różnych powodów, chcą coś wykrzyczeć światu albo po prostu zarobić na życie. Zarówno jedno jak i drugie towarzyszy i moim działaniom. Tym, co jednak napędza moją codzienną walkę, jest pragnienie rozkoszy artystycznego spełnienia, które, wiem to na pewno, jest trudną drogą krok za krokiem poprzez wszystkie przyszłe Posty ku wszystkim upragnionym Karnawałom.

***

Breugel[4] i Kaczmarski[5] – to dzięki nim udało mi się uchwycić myśl a potem ubrać ją w słowa. Obraz  Petera Breugel’a Starszego powstał w 1559 roku i nawiązywał do toczonego wówczas sporu religijnego pomiędzy Kościołem katolickim a reformacją z Lutrem na czele. Jednocześnie rodził się w Europie humanizm z całą tolerancją dla człowieka i jego doczesnych potrzeb. Z jednej strony wieczna asceza, pokuta, piętno grzechu i odrzucenie cielesności a z drugiej akceptacja człowieczeństwa w człowieku. Dwa przeciwne poglądy, dwie strony barykady, dwie połowy jednego obrazu. Na obrazie widać rynek i kłębiącą się nań ciżbę mieszczan. Po prawej stronie Post, spersonifikowany jako wychudzony mnich, siedzący na skromnym tronie, w hełmie z pszczelego ula a po lewej Karnawał, przedstawiony jako grubas dosiadający okrakiem dębową beczkę. Jeden dzierży drewnianą łopatę, na której spoczywają dwa postne śledzie a drugi trzyma rożen z nabitym nań świńskim łbem, drobiową tuszą i kiełbasą. Obydwaj skierowali swój oręż w stronę oponenta, obydwaj mają wierną świtę zwolenników. Po stronie Postu plac zamykają mury kościoła, w którym trwa ciągła spowiedź. Wierni nieprzerwanym strumieniem wlewają się do wnętrza świątyni głównym wejściem, by po uzyskaniu rozgrzeszenia opuścić ją wejściem bocznym. Po stronie Karnawału szynk i karczma. Wewnątrz i przed wejściami, widać bawiące się grupki ludzi. Hazard, alkohol i inne uciechy. Ktoś rzyga przez okno, ktoś z kimś się całuje.

Ja patrzę na to zbiegowisko z góry, mam dobry widok na cały rynek i na kamienice po przeciwnej stronie. Widzę wszystko z mojego okna na pięterku. Pozostając bezstronnym obserwatorem mogę „pojąć prawdę całą: Dusza moja – pragnie postu, ciało – karnawału[6].

 

 

[1] Tytuł pieśni Jacka Kaczmarskiego inspirowanej obrazem Pieter’a Bruegel’a Walka karnawału z postem

[2] A. Maslow (1908-1970), twórca psychologii humanistycznej, sformułował teorię, według której potrzeby człowieka tworzą hierarchię, decydującą o kolejności ich zaspokajania: potrzeby zajmujące wyższą pozycję w hierarchii aktualizują się dopiero wówczas, gdy zostają zaspokojone potrzeby „niższego” szczebla (bardziej elementarne); według Maslowa do wrodzonych, naturalnych potrzeb człowieka należą nie tylko „potrzeby braku”, jak potrzeba pokarmu, bezpieczeństwa czy miłości, ale także — zajmujące wyższe miejsca w hierarchii — „potrzeby wzrostu”: samorealizacji, twórczości, transcendencji (przekraczania granic własnego ja); człowiek w pełni zdrowia psychicznego to człowiek „samorealizujący się”, dążący do urzeczywistnienia pełni swoich wewnętrznych, potencjalnych możliwości; główne prace: Motywacja i osobowość (1954, wydanie polskie 1990), W stronę psychologii istnienia (1962, wydanie polskie 1986), źródło: Encyklopedia PWN

[3] Piramida potrzeb – graficzne ujęcie teorii hierarchii potrzeb w postaci piramidy, której podstawę stanowią potrzeby fizjologiczne a wierzchołek potrzeby duchowe

[4] Pieter Bruegel Starszy, malarz niderlandzki, ur. ok. 1525 w Broghel koło Bredy, zmarł 9 września 1569 r. w Brukseli

[5] Jacek Marcin Kaczmarski (ur. 22 marca 1957 w Warszawie, zm. 10 kwietnia 2004 w Gdańsku). Polski poeta, prozaik, kompozytor, piosenkarz. Powszechnie w świadomości Polaków jest kojarzony jako “Bard Solidarności” za sprawą utworów z wczesnego etapu twórczości (Obława, Mury, Zbroja). Świetny interpretator malarstwa. Syn malarza Janusza Kaczmarskiego.

[6] Jacek Kaczmarski napisał tekst inspirowany obrazem „Walka karnawału z postem” Pieter’a Bruegel’a Starszego:

Wojna postu z karnawałem

Niecodzienne zbiegowisko na śródmiejskim rynku
W oknach, bramach i przy studni, w kościele i w szynku.
Straganiarzy, zakonników, błaznów i karzełków
Roi się pstrokate mrowie, roi się wśród zgiełku.

Praca stała się zabawą, a zabawa – pracą:
Toczą się po ziemi kości, z kart się sypią wióry,
Nic nie znaczy ten, kto nie gra, ci co grają – tracą
Ale nie odróżnić w ciżbie który z nich jest który.

W drzwiach świątyni na serwecie krzyże po trzy grosze,
Rozgrzeszeni wysypują się bocznymi drzwiami.
Klęczą jałmużnicy w prochu pomiędzy mnichami,
Nie odróżnić, który święty, a który świętoszek.

Oszalało miasto całe,
Nie wie starzec ni wyrostek
Czy to post jest karnawałem,
Czy karnawał – postem!

Dosiadł stulitrowej beczki kapral kawalarzy
Kałdun – tarczą, hełmem – rechot na rozlanej twarzy.
Zatknął na swej kopii upieczony łeb prosięcia,
Będzie żarcie, będzie picie, będzie łup do wzięcia.

Przeciw niemu – tron drewniany zaprzężony w księży,
A na tronie wychudzony tkwi apostoł postu.
Już przeprasza Pana Boga za to, że zwycięży,
A do ręki zamiast kopii wziął Piotrowe Wiosło.

Prześcigają się stronnicy w hasłach i modlitwach,
Minstrel śpiewa jak to stanął brat przeciwko bratu.
W przepełnionej karczmie gawiedź czeka rezultatu,
Dziecko macha chorągiewką – będzie wielka bitwa.

Oszalało miasto całe,
Nie wie starzec ni wyrostek
Czy to post jest karnawałem,
Czy karnawał – postem!

Siedzę w oknie, patrzę z góry, cały świat mam w oku,
Widzę co kto kradnie, gubi, czego szuka w tłoku.
Zmierzchem pójdę do kościoła, wyspowiadam grzeszki,
Nocą przejdę się po rynku i pozbieram resztki.

Z nich karnawałowo-postną ucztą jak się patrzy
Uraduję bliski sercu ludek wasz żebraczy.
Żeby w waszym towarzystwie pojąć prawdę całą:
Dusza moja – pragnie postu, ciało – karnawału!

Jacek Kaczmarski
1.11.1990

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s